Dzień wylotu. Pakujemy więc plecaki i razem z nimi wyruszamy na ostatnie zwiedzanie. Chcemy zobaczyć jeszcze ogród botaniczny. Nie jest duży, ale za to za darmo. Palmy, cytryny, kaktusy ..nawet próbuję jak smakują ich owoce;)
Niestety trzeba się pożegnać z ciepełkiem. Planowałyśmy dojechać na lotnisko stopem, ale po wyjściu na obwodnicę niestety nie znalazłyśmy miejsca gdzie można by stanąć. Wracamy do miasta i szukamy przystanku skąd odjeżdża nr. 66. (np. koło centrum Jumbo). Pierwszy autobus nie przyjedza… drugi też nie, już zaczynamy się trochę denerwować i rozważać wzięcia taxówki. Na szczęście przyjeżdża jeszcze jeden busik nr.90 który zatrzymuje się na lotnisku. Ufff jedziemy, lecimy i znów piękna Barcelona.
Bez większego problemu wracamy do znajomego Julio i pomagamy mu w sklejaniu pinaty… przy tym ucząc się o tradycjach świątecznych praktykowanych w Meksyku. Oglądamy jeszcze film i idziemy spać bagatela o 3.